piątek, 9 czerwca 2017

Róża pnąca od pokoleń




Ogród to moja wielka miłość, pasja i codzienna radość. Uwielbiam w nim pracować, odpoczywać i obcować z roślinami. Kocham je wszystkie, każda jest inna i ma w sobie coś pięknego, co wyróżnia ją z pozostałych. Jednak są rośliny, które cenię szczególnie. Podziwiam je za delikatność, piękne kolory i przepiękne zapachy. To kwiaty. A gdybym miała wybrać ten jedyny, który króluje wśród pozostałych, bez wahania odpowiedziałabym: róża.





Jest to kwiat szczególny. Niezwykle piękny, subtelny i delikatny, niczym piękna kobieta. A do tego, jest to dla mnie, kwiat z prawdziwą rodzinną historią, która przechodzi w naszej rodzinie już od pokoleń. Około 40 lat temu, moja Mama, przywiozła pewną pnącą różę z ogrodu mojej Babci. Posadziła ją na swojej niewielkiej działeczce i niezwykle pieczołowicie pielęgnowała. Podlewała ją wywarem z pokrzyw, każdej wczesnej wiosny przycinała jej pędy, a latem usuwała przekwitłe kwiatostany. Dbała o nią niczym o własną córkę, a różna odpłacała się Jej swoim pięknym wyglądem. Każdego roku pięknie kwitła i rozrastała się, stając się coraz piękniejsza. Jej duże, pomarańczowo-żółte kwiaty, zachwycały swoim wyglądem i soczystym kolorem, nie tylko moją Mamę, ale również mnie i wszystkich przechodzących obok ogrodu przechodniów. 

Róża stała się prawdziwą królową ogrodu mojej Mamy, która z dumą o niej opowiadała. Pewnego razu doszłyśmy do wniosku, że nadszedł czas aby królowa wydała potomstwo. Miałyśmy nadzieję, że będzie równie piękne, jak ona sama. Kilka lat temu, pobrałam więc zdrętwiałą, zielną sadzonkę i opiekowałam się nią niczym małym, niewinnym stworzeniem. Najpierw ukorzeniłam ją w sprzyjającej jej ziemi i do dzisiejszego dnia pamiętam swoją radość, kiedy zauważyłam, że zaakceptowała to miejsce. Z dnia na dzień stawała się większa i silniejsza, a przy tym dorastała dumnie jak mała księżniczka. Wtedy byłam już pewna, że będzie piękna jak jej mama. Po dwóch latach od posadzenia, pierwszy raz zakwitła. Miała jedenaście dużych pąków, z których wyrosły piękne, pachnące kwiaty.


Jednak to nie koniec tej rodzinnej historii. Ku mojej wielkiej radości, róża urzekła również moją Synową, a więc już czwarte pokolenie, które kontynuuje tą piękną, kwiatową tradycję. Przypuszczam również, że za kolejne piętnaście lat, historia dopisze kolejny rozdział, i kolejne pokolenie naszej kochanej róży, będzie kwitło w ogrodzie mojej Wnuczki. Tego sobie oraz Jej, z całego serca życzę. Mam również nadzieję, że ta róża przetrwa jeszcze w ogrodach kolejnych naszych pokoleń, które podobnie jak ja, będą zachwycały się tą niesamowitą historią. Historią wielkiej miłości i wzajemnego szacunku, jakim może darzyć się człowiek i roślina. To wręcz niebywałe, ale prawdziwe. Pokazuje, że człowiek potrzebuje pamiętać o swoich bliskich i podtrzymywać tą pamięć w najróżniejszy sposób. Za pomocą kwiatów czy innych przedmiotów, o które troszczy się z wielkim szacunkiem. Tak jest właśnie z tą kochaną różą, ale również z innymi pamiątkami po mojej Babci. Starymi łyżkami, narzędziami czy pewną metalową balią. Ale to już zupełnie inna historia.




Garść porad

Pielęgnacja i cięcie róż zależy od odmiany, kilka porad dotyczących większości tych pięknych, pachnących kwiatów.

  • Rośliny należy nawozić specjalnym nawozem do róż, czytając dokładnie ulotkę od producenta. 
  • Nie tnę róż tępymi nożycami - najlepszy jest do tego celu zwykły, ostry sekator. Cięcie powinno być wykonanie skośnie do pąka.
  • Usuwam dzikie pędy, które wyrastają u nasady.
  • Przemarznięte lub zaatakowane przez choroby gałęzie, usuwam każdej wiosny. Dbamy w ten sposób o dobrą zdrowotność roślin.
  • Róże pnące pierwszy raz tnę najwcześniej w trzecim roku po posadzeniu. Róże powtarzające kwitnienie przycinam na wiosnę, a  róże kwitnące jednokrotnie - po przekwitnięciu kwiatów, czyli latem.
  • Przekwitnięte kwiatostany  systematycznie usuwam, aby pobudzić do ponownego kwitnienia.
  • Nie  podlewam kwiatów i liści zimnym strumieniem, zwłaszcza latem.
  • Zimą konieczne jest zapobieganie zmarznięciu. Przy silnych mrozach okrywam  korzeń , najlepsze do tego zabiegu są gałązki iglaste lub kopczyk z trocin.



 Mój list oraz wiele ciekawych porad, znajdziecie w Przepisie na ogród - lipiec 2017. Zapraszam do kiosków! Życzę Wam  przyjemnej lektury.  :)


6 komentarzy:

  1. Pięknie napisane Iwonko,,,Rodzina kochająca róże. A ja z innej strony, robię właśnie tę pachnąca do słoiczków, będzie do pączków :) Pozdrawiam serdecznie z gorącego Wrocka.

    ps jutro jadę podlewać swoja działeczkę,a kręgosłup na ketonalu :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Czego to się nie robi z miłości do roślin! Ale nie przeciążaj zbytnio kręgosłupa, dbaj o siebie. Dużo zdrowia życzę, pozdrawiam i ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam i ja... zobaczymy na ile mróz w maju zrobił spustoszeń

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje:) Róże uwielbia moja mama i oczywiście nie brak ich u niej w ogrodzie, nigdy nie rozumiałam tego zachwytu nad tymi kwiatami jednak po przeczytaniu Twojego artykułu zupełnie inaczej na nie patrze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna róża, zazdroszczę, kocham te kwiaty ale wiem, że róze to silny przeciwnik, kapryśny i wymagający. Na rożach poległam, jak założylismy ogród, nasadziłam ze 30-40 róż i niskich i wysokich pnących i wielkokwiatowych... drugiego roku przyszedł przymrozek w maju (mieszkam na Kaszubach, gdzie ostry klimat) i poszły od razu pnące. A potem kolejne lata i atakowane były przez wszystkie możliwe choroby, szkodniki i wszystko co się da. Walczyłam oczywiście, przycinałam, opryskiwałam i nic nie dawało. Na razie mam tylko kilka w donicach na tarasie i nie wiem czy posadze kiedyś jakies w ogrodzie. Są zbyt wymagające, jak to królowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Róża z historią, ma piękny kolor i do tego łączy pokolenia :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad na moim blogu w formie komentarza.