środa, 11 stycznia 2017

Iglaki pod znakiem zapytania? Ciąć czy nie ciąć, oto jest pytanie?


Niwaki wymagają precyzji.

Drzewa i krzewy iglaste to bardzo piękne, wdzięczne, a zarazem rozległe zagadnienie w dzisiejszych ogrodach. Przeogromna ilość gatunków, kształtów i form jakie mają współczesne iglaki, niejednego ogrodnika może przyprawić o prawdziwy zawrót głowy.

Szczególnym zagadnieniem w tym temacie, jest cięcie, formowanie i nadawanie im określonych kształtów. Są osoby, które są zdecydowanymi zwolennikami tych zabiegów, ale również takie, które starają się iglaków nie przycinać. Mało tego, uważają, że zabiegiem tym znacznie im szkodzimy, co więcej, że jest to działanie nienaturalne. 



Nie będę polemizowała z tą teorią, być może jest w niej nawet niewielki element prawdy, zaznaczę jednak zdecydowanie, że się pod nią nie podpisuję. Uważam, że cięcie iglaków ma swoje ewidentne zalety, odmładza rośliny, pozwala je kontrolować i ograniczać miejsce, które zajmują w ogrodzie. Ponadto bezdyskusyjnie wprowadza ład, elegancję, niejednokrotnie również symetrię, którą można cieszyć się przez cały okrągły rok. Uważam również, że są sytuacje, które cięcia wymagają obowiązkowo, ponieważ zabiegiem tym ratujemy częściowo uschnięte czy chore rośliny. Dodam, że w ten sposób uratowałam od śmierci kilka cennych okazów, z czego jestem niezmiernie dumna.

Jest to o tyle istotne, że co by nie mówić, jak większość ogrodników, jestem tylko zwykłym amatorem, który na swoim kawałeczku ziemi uczy się i praktykuje poszczególne zabiegi.

Swego czasu miałam w ogrodzie pewnego mizernego iglaka, z którego opadały igły, a nawet całe gałązki. Był prawie cały zbrązowiały i aż prosił o ratunek. Chociaż jego wygląd był już na tyle nieatrakcyjny, że większość osób pewnie dałaby sobie z nim spokój i zapewne zostałby wycięty. Jednak ja nie dałam za wygraną i postanowiłam o niego walczyć.


Wycięłam chore i suche gałązki, pozostawiając tylko te, które dawały nadzieję na przetrwanie. Następnie wykonałam opryski przeciw brązowieniu igieł i zasiliłam go nawozem. Co dzień obserwowałam jak roślina walczy, powolutku odradza się i dosłownie na moich oczach odzyskuje utracony wigor. Po roku iglaczek odzyskał formę fizyczną, ale ze względu na duże ubytki po wcześniejszych cięciach, niestety nie wyglądał okazale. Wówczas miałam nawet chwilę zawahania, zastanawiałam się nad jego dalszą egzystencją, co przyznam nigdy wcześniej nie zdarzyło się w moim ogrodzie. A, że lubię wyzwania, postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę i rozpoczęłam jego kształtowanie. Robiłam to etapami. Na początku, dużymi nożycami, przycięłam go powierzchownie, eliminując określone pędy, nadając mu wstępny, ogólny zarys. Następnie, nożycami krawieckimi, dokonywałam kolejnych cięć, aby wydobyć z niego określone szczegóły i elementy, które mogły dodać mu uroku. By uzyskać zamierzone kształty, przywiązywałam nawet do siebie określone gałązki. Po dwóch latach, mój es-flores, ukształtował się, wzmocnił i zmężniał na tyle, że wyglądał zdrowo, pięknie i okazale. Po wcześniejszych problemach zdrowotnych nie było już śladu, a jego uzyskany kształt sugerował, jakby od początku był zamierzony.

Z tej historii wypływa pewien morał i nauka dla wszystkich początkujących ogrodników. Nawet dla tych, którzy boją się eksperymentować i nie wiedzą jak zabrać się za kształtowanie określonej figury. Jak widać, do odważnych świat należy! Na pewno na początku nie wyjdzie to najlepiej, ale nie trzeba się od razu podawać! Jak w moim przypadku, końcowy sukces zrodził się na chorobie rośliny i początkowych, wymuszonych cięciach suchych gałązek.

Nie oznacza to jednak, że sprawę można lekceważyć. O pewnych rzeczach trzeba wiedzieć i pewnych reguł przestrzegać, bo nawet największy mistrz cięcia, nie wyczaruje „czegoś z niczego”. Zimozielone krzewy iglaste, aby uzyskały określoną formę, potrzebują określonego czasu, często kilkuletniego. Co więcej, wymagają przynajmniej dwóch cięć w sezonie, wiosennego i późno letniego, aby mogły się odpowiednio zagęścić. Należy również pamiętać aby zabiegi cięcia wykonywać w chłodne, suche dni, a to ostatnie cięcie aby przypadało nie później jak na koniec sierpnia. Tylko w ten sposób rośliny mają czas aby się odbudować i wzmocnić przed nadejściem zimy.

Moją największą dumą w ogrodzie jest "niwaki" z żywotnika, który przypomina swoim wyglądem bonsai. Są na nim przystrzyżone chmurki, serduszka, poduszki i różne fantastyczne kształty. Ponadto mam też rośliny piękne formowane w kule, stożki czy spirale, które przemieniają ogród w małą galerię sztuki.

Dlatego jestem przekonana, że nawet największy przeciwnik przycinana iglaków, przychyli się do takich zabiegów i uzna, że warto nimi dekorować otoczenie, a niejednokrotnie również ratować nimi chore krzewy liściaste i iglaste. A dodatkowo mieć radość z tego, że coś potrafi się to własnoręcznie wykonać.

Często słyszę, ja tak nie potrafię, boję się cięcia itd. Dlatego polecam moją historię, stopniowe cięcie i kształtowanie. Nie w miesiąc czy rok, ale powoli, w kilkuletnim procesie obcinania i zagęszczania. Wtedy krzew się odwdzięczy, pokaże jak chce być cięty i wydobędzie z siebie wszystko to, co ma najcenniejszego.





Zapraszam do kiosków po wydanie specjalne "Cięcie od A do Z" z Przepis na ogród. Zajdziecie  jeszcze w środku:
- SZKOŁA MISTRZÓW - Łuk i spirala z tui
- SAD - Jabłonie i grusze odmładzam zimą
- ROŚLINY OZDOBNE - 9 kroków do pięknych traw
- RÓŻE - Jak prawidłowo przycinać róże?
- ŻYWOPŁOTY - Formowanie zielonych ogrodzeń


I wiele, wiele więcej. Przekonajcie się sami. :)
  

13 komentarzy:

  1. Ja też uważam, że należy ciąć. Nie potrafię jednak wyczarować takich kształtów jak Ty. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne - zachwyt mój szczery za każdym razem - Iglaki piękne... ale najbardziej mnie zachwycają "buty" z drutu

    OdpowiedzUsuń
  3. Iwonko- kochasz rośliny z wzajemnością wielką:)
    Serdeczności ślę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie potrafisz to robić Iwonko 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe masz iglaki:) A gazetkę na pewno kupię, poprzedni numer był bardzo wartościowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, polecam ten numer również. :)

      Usuń
  6. Brak mi chyba odwagi i wyobraźni.
    Zawsze obawiam się, że formując roślinę coś będzie nie tak.
    Twoje iglaki - poezja:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne te Pani iglaki!
    Mam kilka marnych w ogrodzie ale brak mi odwagi :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba w końcu się odważyć!Strach ma wielkie oczy. :)Polecam przycinanie,zagęszczanie zwłaszcza chorych iglaków. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Pięknie iglaki...zachwycają :)ze brak mi słów.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad na moim blogu w formie komentarza.