środa, 16 marca 2016

Wieś jaką pamiętam! I przedmioty związane z jej historią.



Ja i moja ciocia oraz koleżanka z dzieciństwa....

Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, wakacje spędzałam na wsi. U mojej kochanej Babci. Do dziś pamiętam jakie to były cudowne chwile. Beztroskie zabawy nad rzeką, na łące, w lesie oraz w babcinym, przydomowym ogródku. Wydaje mi się, że było to tak niedawno. Ale niestety minęło tyle lat, czasy przeminęły, ludzie się zmienili, a na pociechę pozostały tylko wspomnienia. Do teraz czuję zapach kwiatów, zbóż i świeżo skoszonej trawy, którą ręczną kosą ścinał mój wujek. Pamiętam też, że zawsze, po kilku dniach, woziliśmy ją z pola drabiniastym wozem do stodoły. Była to dla mnie frajda nie do opisania. Ja, mała, szczupła, 10 letnia dziewczynka siedząca na stogu siana i słuchająca odgłosów śpiewających w oddali ptaków. Oj, dobre to były czasy!

Dom moich dziadków, to była dla mnie kolejna, wielka atrakcja. Zgodnie z tym jak się wówczas budowało, wykonany był ze słomy i gliny. W przedsionku stał duży piec do pieczenia chleba, w którym Babcia, co tydzień, piekła pyszny chleb na zakwasie. Zapach unosił się w całym domu i wypełniał każdą najmniejszą szczelinę. To tworzyło dodatkowy, niesamowicie przyjemny i przytulny klimat domowego „ogniska”. Do chleba Babcia robiła, w starej maselnicy, przepyszne masełko. Do dziś pamiętam jego niepowtarzalny smak i zapach, który się wydobywał, a gdybym tylko mogła, oddałabym dziś największe przysmaki aby tylko znów móc tego skosztować.

W zagrodzie przy domu, jak na prawdziwą wieś przystało, był żywy inwentarz. Kury, kaczki, świnki, króliki, krówka, a nawet konik. Kury chodziły po całym podwórku i grzebiąc w ziemi szukały sobie pożywienia. Najczęściej skubały też trawkę, od czego znosiły przepyszne, żółciutkie jajeczka. Krowę codziennie trzeba był wyprowadzać na pastwisko. Bardzo często robiłam to ja, w towarzystwie miejscowych chłopaków. Ach, jakie to były beztroskie czasy! Krówka się pasła, a my, w ognisku, piekliśmy ziemniaki, raki i kiełbaski, opowiadając sobie różne, straszne historie. Pamiętałam je później przez cały dzień, a wieczorem, ze strachu, musiałam chować się szczelnie pod kołdrę.

O tych pięknych czasach mojego dzieciństwa, mogłabym opowiadać godzinami. Było tyle ciekawych historii, że wystarczyłyby na niejeden scenariusz filmu przygodowego.

Na rabatkach babci Rozalii, bo tak miała na imię, rosły piękne, czerwone maki, kolorowe kosmosy, żółte słoneczniki oraz lwie paszcze, astry, lilie i róże. Ale także wysokie malwy. Na równiutkich grządkach posiane były warzywa - marchewka, pietruszka, kapusta, rzodkiewka, sałata, ogórki i wiele innych pyszności do schrupania. Cały dom był opleciony pnączem winogrona, wystarczyło otworzyć okno by je zerwać i nie wychodząc nawet z domu delektować się ich przepysznym smakiem. Na strychu, w sianie, leżały ulęgałki, takie dziwne gruszki. Ktoś je jeszcze pamięta? Obok suszone śliwki, a na sznurkach zioła - dziurawiec, rumianek i lawenda. Było ich znacznie więcej, tylko wszystkich niestety nie pamiętam. Moja babcia używała ich do leczenia przeróżnych schorzeń. Ponoć miały magiczną moc. W przedsionku stały, na drewnianym stole, wiadra, wanienki i inne potrzebne w gospodarstwie przedmioty, które przeniosły się w czasie do mojego ogrodu. I teraz, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, są ozdobą ogrodu "U Iwonki w ogródku”.

Na ścianie wiaty wiszą teraz balie, które mają co najmniej 60 lat.
Na ścianie wiaty wiszą teraz balie, które mają co najmniej 60 lat. I wciąż pamiętam jak używała ich moja Babcia. Mam je też utrwalone na biało-czarnych fotografiach z tamtych lat. W mojej pracowni stoją gliniane i kamienne garnki, w których Babcia i Mama kisiły kapustę.

To wszystko tworzy niesamowity klimat, ale też sprawia, że moje wspomnienia są wciąż żywe. Dlatego nigdy, nawet przez moment nie pomyślałam aby wyrzucić te różne, stare przedmioty, które dla wielu osób nie miałyby pewnie żadnej wartości. Dla mnie mają ogromną, dlatego niezmiernie cieszę się, że mogę dać im drugie życie. A pewnie gdyby nie ja, dawno skończyłyby na złomowisku.

Balie, o których wspomniałam, to wielka pamiątka z dziecinnych lat. Dlatego ich nie używam, traktuję je jak „relikwie” i jedną z głównych ozdób mojego ogrodu. Ale w swojej ogrodowej kolekcji mam też stare, metalowe wiaderka, konewki, które zakupiłam na bazarze. One idealnie nadają się do obsadzania kompozycji kwiatowych, które z wielką miłością tworzę.
Metalowe konewki, wiadra i balie.
Konewki, kanki i bardzo stara tarka do prania...

Podkowy na szczęście i atrapa okna...

Przypominając sobie czasem te minione czasy, patrząc na przedmioty, które zachowałam, mam wrażenie, że dodają mi wielkiej siły. Stanowią jakby korzenie mojej ogrodniczej pasji, zamiłowania do natury i prostoty. Dlatego nigdy nie zapomnę tych dziecięcych lat, zawsze będę, z wielką czułością je wspominała, a także przekazywała moim Dzieciom i Wnukom. To są wartości ponadczasowe, które budują i wzmacniają nasze obecne życie. Często są też podporą w trudnych chwilach oraz prawdziwym życiowym drogowskazem. Zawsze przypominają o tym, co w życiu jest najważniejsze, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy.
Dlatego życzę sobie oraz Wam aby te wspomnienia, dziecinnych, beztroskich lat zawsze były w Nas żywe i dodawały siły we wszystkim co robimy.

Pozdrawiam Iwona.

























14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O tak! I wiele z nimi wspomnień.Pozdrawiam Madziu.

      Usuń
  2. Lubię zdjęcia z historią :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z kolei wróciłam po 50-ciu latach do swojego rodzinnego domu, ale ze sprzętów nie pozostało nic.Chociaż siedlisko nie zmieniło się.Mam sporo foto jeszcze z młodości moich rodziców.Ale publikacja ich wiąże się ze specjalną obróbką,której nie znam.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że pozostały chociaż zdjęcia! Ja stare, czarno-białe fotografie oprawiłam w ramki i wiszą teraz na ścianie. Przypominają piękne, stare czasy. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Śliczne wspomnienia i pamiątki:)
    uściski Iwonko

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie to wszystko odpisałaś. Przez chwilę sama byłam małą dziewczynką, biegająca po polach i łapiąca ''na rękę''pstrągi w potoku. Ja kkażde wspomnienie związane z moją babcią-dzieki Bogu jeszcze żyje, dzieciństwemna wsi i tamtym obyczajami ppielęgnuje w pamięci i naprawdę w trudnych chwilach życia są balsamem i ukojeniem dla duszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. A jednak żal...przeminęło. Wspomnienia wywołują we mnie wielką nostalgie. To co pamiętamy tak pięknie, że łza pod powieką...

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz racje Iwonko, ja tez pielegnuje wspomnienia i rózne rekwizyty rodzinne i nie tylko...świetnie wkomponowałas te relikty w ogródku:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne pamiątki i wspomnienia :-)
    Eh pamiętam te czasy beztroski, jako dziewczynka uwielbiałam dbać o krówki, sama nawet je doilam, wyprowadzalam na łąkę a i te gruszki też pamiętam.
    Cudownie tak powspominać. Dziękuję za post,sprawilas że znów wróciłam do tamtych, słonecznych dni gdy dziś wiosna a nie daje wcale o sobie znać, niestety:-(
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne masz wspomnienia. To prawda stare przedmioty mają duszę, ja też lubię je wykorzystywać w moim ogrodzie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Iwonko, piękne wspomnienia. Ja wychowałam się w mieście, ale moi dziadkowie mieszkali na obrzeżach i mieli wielki ogród, który do tej pory pamiętam. Mam podobne zdjęcia:) Mam też taką wanienkę, w której kąpany był mój brat, wanna ma 66 lat:) Muszę ją wyeksponować:)
    Życzę radosnych Swiat, dużo uśmiechu i pozytywnych myśli.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie, pozdrawiam bardzo serdecznie. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad na moim blogu w formie komentarza.