niedziela, 30 października 2016

Liście, liście. Co ona jeszcze z nich wymyśli?



Jest ciepły, słoneczny, piękny jesienny dzień, a ja spaceruję, podziwiam widoki i rozmyślam. Delikatnie wieje wiatr, z drzew opadają złote liście, które tworzą gęsty, kolorowy dywan.

Kiedy po nich idę, szeleszczą pod moim stopami jakby chciały opowiedzieć jakąś przedziwną historię. Może historię o przemijającym czasie? O tym, że wszystko ma swój koniec, ale ten koniec wcale nie musi być smutny? Tylko właśnie tak piękny i kolorowy jak złota polska jesień?




Spoglądam więc na te zziębnięte i częściowo już zeschnięte liście. Rozmyślam nad ich losem i wsłuchuję się w ich „mowę”. Jednak nie byłabym sobą, gdyby tylko na tym się skończyło. Po chwili więc zaczynam je zbierać i z największą starannością wybieram te najpiękniejsze. Chociaż tak naprawdę wszystkie są piękne i najchętniej zabrałabym je wszystkie. Jest mi ich bardzo szkoda, a oczami wyobraźni widzę już ich smutny los. Albo zgniją naturalnie tam gdzie leżą, albo skończą na śmietniku lub jakiejś wielkiej pryzmie. Nie będą już takie piękne jak w tej chwili, stracą swoje cudne kolory i swój jesienny blask.

Dlatego nie mogę powstrzymać myśli, że jeśli je pozbieram i zabiorę, to chociaż część z nich uratuję. Niosę je więc do domu, by tam w zaciszu mojego ogrodu, nadać im zupełnie nową rolę. Zrobić z nich wianek, bukiecik, a może jeszcze całkiem inną dekorację. I jak mała dziewczynka niezmiernie się z tego cieszę. Czy to nie śmieszne? Dorosła kobieta, po pięćdziesiątce, a cieszy się ze zwykłych liści. Ale tak już mam, coraz bardziej doceniam otaczającą przyrodę, coraz bardziej potrafię cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy i coraz bardziej szanuję przeciekający mi przez palce czas.






Pamiętam też czasy, kiedy jako kilkuletnia dziewczynka bawiłam się liśćmi, rzucałam nimi, a nawet, wraz z koleżanką, zakopywałam się w ich stertach, które tak pieczołowicie zgrabiał szkolny woźny. Nie straszne nam były nawet kary i to, że za te zabawy, przez kilka kolejnych dni nie mogłyśmy wychodzić na przerwy. To były lata 70-te, a my byłyśmy beztroskimi uczennicami, które w czarnych fartuszkach i białych kołnierzykach chodziły do szkoły. Myślę, że liście mogłyby opowiedzieć nam nie jedną, podobną historię.

Dziś, z pieczołowicie nazbieranych liści, wiję malutkie różyczki, które zaplecione na cienki drucik, tworzą przeróżne wianki i bukieciki. Jak chociażby to czekoladowe serce. Jednak to oczywiście nie wszystko. Liści mam zawsze tyle, że mogę z nich realizować wszystkie swoje pomysły. Również ten, którym jest prześliczna suknia. Praca nad nią nie trwa długo, może godzinę albo dwie. Suknia jest gotowa i mieni się przeróżnymi barwami, od żółci do czerwieni. Teraz moja ogrodowa panna będzie w niej tańcowała, a ja będę tylko zaglądała czy kawaler wiatr, przypadkiem mi jej nie porwie.









Ach jak ja lubię jesień, którą cenię właśnie za te przepiękne liście, dające mi wiele inspiracji i ciekawych pomysłów. O liściach można pisać poematy i oczywiście delektować się nimi na wiele sposobów. Ale nie można zapominać też o tym, że wiele osób patrzy na nie nieco inaczej. Jak na przykład mój znajomy Tomek, prowadzący bloga „Z ogrodem na TY”, który prowadzi również firmę, zbierającą między innymi jesienne liście. I to nie tylko z terenów prywatnych ogrodów, ale także ogromnych parków miejskich. Podziwiam te działania, bo zdaję sobie sprawę, jak ogromne jest to wyzwanie. To nie są liście z jednego, dwóch czy nawet kilku niewielkich drzewek. Ale ogromne ich ilości, z wielu, wielu potężnych drzew.
Sam Tomek opisał to nawet w jednym ze swoich wpisów: http://zogrodemnaty.pl/bez-tematu-14-czyli-zlota-polska-jesien-i-walka-z-jej-skutkami/ Zachęcam do lektury, bo to naprawdę ciekawa sprawa. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy ile ktoś musi wykonać ciężkiej pracy, abyśmy mogli cieszyć się pięknem takich parków.
Dlatego jak widać jesień ma dwa różne oblicza. Jedno to jej piękno i radość jaką daje takim osobom jak ja, a drugie to niestety ogrom pracy jaką daje takim osobom jak Tomek. Warto o tym pamiętać i doceniać pracę jednych i drugich.
Tomasz Szostak
Pozdrawiam Iwona.

Inspiracje z szyszek. Jak wykonać z nich koszyk?




 Od jakiegoś czasu mam dużo wiadomość na Facebooku!  Piszecie do mnie, żebym pokazała jak łączyć szyszki lub wykonać z nich koszyk. Postanowiłam zdradzić co nieco  moim Czytelnikom, oraz umieścić wszystkie szyszkowe inspiracje w jednym poście.


Do wykonania takiego koszyka potrzebne są materiały:
  • szyszki
  • cążki do cięcia i gięcia drutu
  • drut 

    Drut o wymiarach np.2 metrów zgnamy na pół, by wsadzić na początek pierwszą szyszkę.
     
    Wiążemy drutem szyszki po kolei  na krzyż.


    Całość wyginamy i zwijamy, przymocowując mocno co trzecią szyszkę. W taki sposób, by nie było widać drutów. Najlepiej obciąć je jak najkrócej drut, a resztę podwinąć pod szyszkę. Tą metodą można wykonać koszyki, ramki, okna i wiele innych pięknych dekoracji, które pokażę na samym końcu.


    Kształt jaki będziemy wyginać zależy od koszyka. Można wykonać kwadratowy, okrągły lub owalny. 





    Pięknie wyglądają kwiaty na koszyczku lub oknie, które pokazuję poniżej. 


     Jak chcemy wykonać takie kwiaty wystarczy obcęgami wyłamać część łusek górnych – zostawiając 3 – 4 warstwy dolne. 






    Wazon...


    Szyszkowy lampion.

    Kufel do piwa ;)


    Kosz i kapelusz.
    Pudełko na jesienne skarby.

    Koszyk z szyszek.

    Buty z siatki drucianej, a w nich szyszki.

    Kredens ogrodowy, a w nim szyszkowe inspiracje. Wszystko to wykonałam w tamtym roku.

     
    Mam nadzieję, że trochę pomogłam i będziecie mogli samodzielnie wykonać taki koszyk?
    Jak wykonacie taką dekorację to koniecznie się pochwalcie. Najlepiej umieszczając ją na mojej
      stronie fejsbukowej......U Iwonki w ogródku 

    Pozdrawiam Iwona.

piątek, 21 października 2016

Ogrodnictwo - to moja wielka pasja.


Moja pasja jaką jest ogrodnictwo rozpoczęła się stosunkowo późno, mimo, że ogród był wielkim marzeniem już od moich najmłodszych lat. Jednak życie napisało swój scenariusz, w którym marzenie spełniło się dopiero wiele, wiele lat później. Warto było jednak czekać, by pasja, która kiełkowała w moim sercu, mogła w końcu rozkwitnąć.

Dziś jest już pięknym kwiatem, a mój ogród jest całym moim życiem. Dodaje mi sił w chwilach słabości, jest dumą i chlubą, którą dzielę się z innymi.


Ogród, który rozwijam i kształtuję od kilkunastu lat, dopiero niedawno nabrał prawdziwie dorosłego wyglądu. Z dumą mogę powiedzieć, że jest kompletny i całkowicie zagospodarowany. Chciałabym nawet powiedzieć, że jest skończony, jednak w przypadku ogrodu takie pojęcie nie funkcjonuje. Szczególnie u mnie, gdzie cały czas coś zmieniam, poprawiam, dekoruję, cały czas ozdabiając go nowymi ozdobami. Jednak wszystkie główne elementy są już stałe i staram się ich nie zmieniać. Podobają mi się w takim kształcie w jakim są, a każdy z nich ma swoją własną historię. Oczywiście napisaną moimi rękami i rękami osób, które mi w ogrodzie pomagają. W szczególności mojego Męża, Dzieci, a nawet Wnuków, które już w nim pracują i czują się za niego odpowiedzialne.

W moim ogrodzie mam wszystko, co w ogrodzie być powinno. Są chodniczki, którymi przemieszczam się w poszczególne jego części, kąciki wypoczynkowe, rabaty obsadzone pięknymi i wypielęgnowanymi roślinami oraz oczywiście starannie prowadzony trawnik. Jest nawet nieduże oczko wodne i przechodzący nad nim mały mostek, który kojarzy mi się z wielkimi ogrodami, bogatymi we wszelaką ogrodową architekturę i ciekawe rozwiązania. Lubię czasem na nim stanąć i wpatrywać się w lustro wody oraz pływające w oczku, małe, kolorowe rybki.

Poza wszystkimi stałymi elementami, mój ogród to jednak królestwo dekoracji, mini kompozycji, a nawet rzeźb. Wszystkie oczywiście wykonuję sama, z naturalnych materiałów, dostosowując je do aktualnych pór roku i do tego, czym natura chce się ze mną podzielić. Dekoracje zdobią każdy zakątek ogrodu, a ich niepowtarzalny styl dodaje mu blasku i prawdziwie „Iwonkowego charakteru”. Wszystkie pomysły na dekoracje rodzą się w głębi mojej duszy, a w ich wykonanie wkładam całe swoje serce. To dlatego są tak dopracowane, naturalne i idealnie wkomponowują się w ogród, który również tworzyłam. Jestem przekonana, że to wszystko razem, tworzy jedną, spójną, oryginalną i niepowtarzalną całość, która wyróżnia mój ogród spośród tysięcy innych ogrodów.








Wazon z winobluszczu.
Koszyk z winobluszczu.


Buty z winobluszczu.

Żeby wykonać takie buty najpierw robimy stelaż z drutu.

Z mojego ogrodu jestem niezmiernie dumna, a jednocześnie szczęśliwa, że dane mi jest posiadać i pielęgnować tak cudowne miejsce. Nie zamieniłabym go na żadne inne miejsce na Ziemi. To moje królestwo, które wpisało się w moje życie. Każdy dzień przeżywamy wspólnie, ja dbam o ogród, a ogród odwdzięcza się, sprawiając, że czuję się szczęśliwa. Praca w ogrodzie jest dla mnie wielką przyjemnością, która dodaje mi sił i otuchy w różnych, ciężkich, życiowych momentach. Czuję się za niego odpowiedzialna jak za kolejnego członka mojej Rodziny.

I takiego ogrodu życzę wszystkim Czytelnikom.

Pozdrawiam. Iwona