piątek, 22 września 2017

Ogrodnik doskonały. Czy ja mam prawo nazywać się "ogrodnikiem doskonałym"?


Rozmyślając nad tematem konkursu zastanawiam się, czy może być "ogrodnik doskonały"? Czym ma się charakteryzować, jakie powinien posiadać cechy, co powinien robić, a czego nie robić, czy powinien do perfekcji opanować sztukę ogrodniczą itd., itd. I najważniejsze: czy ja mam prawo nazywać się "ogrodnikiem doskonałym"? Te pytania od wielu dni krążą w mojej głowie i z każdej strony próbuję dopasować się do tego pojęcia. Wyłuskać takie swoje cechy, odnaleźć je w swoim ogrodzie, aby chociaż trochę wpisać się w to określenie. I tak rozmyślając, chyba udało stworzyć mi się swoją własną definicję, która odpowiada mojej osobie.

Ogrodnik doskonały to w moich oczach osoba, która ma wyjątkowe podejście do przyrody. Nie musi posiadać specjalnego wykształcenia, znać wszystkich tajników i odpowiedzi na wszystkie ogrodnicze pytania. Ale szczerze musi kochać otaczającą przyrodę, dbać o nią i pielęgnować, a przede wszystkim odnosić się do niej z szacunkiem. I właśnie te cechy odnajduję w sobie i przenoszę je do ogrodu, który od lat tworzę. Mam do tego miejsca wielki szacunek, poświęcam mu wiele uwagi i troszczę się o nie, jak o kolejnego członka Rodziny. Każdy centymetr ogrodu był dotknięty moją ręką, każda roślina jest przeze mnie pielęgnowana, każdej poświęcam uwagę, jakby była tą jedną jedyną. To daje mi radość, ale też niezmierną satysfakcję, że mogę jednoczyć się z moim ogrodem. Mam nawet wrażenie, że on to docenia, dostrzega moje starania i odwdzięcza się tym, co ma najcenniejszego. Jednak to chyba wciąż za mało, aby nazywać się ogrodnikiem doskonałym. 


Co zatem mnie wyróżnia, co sprawia, że mój ogród jest inny, rozpoznawalny i budzi tyle pozytywnych emocji? Myślę, że to praca i wyjątkowe starania, które wkładam w jego pielęgnację. Traktuję go nie tylko jak zwykły ogród, w którym trzeba skosić trawnik, przyciąć krzewy, zrobić opryski i tym podobne ogrodnicze zabiegi. To według mnie zdecydowanie za mało. Dlatego swój ogród traktuję wyjątkowo, jak prawdziwy salon, który ozdabiam, dekoruję i z dumą podkreślam każdy jego element. Każde miejsce, każda roślina, każdy kawałek przestrzeni, jeśli tylko można, jest ozdobiony aby dodatkowo wydobyć jego piękno. I co najważniejsze: jest ozdobiony elementami naturalnymi, roślinami, kwiatami i niepowtarzalnymi dekoracjami, które własnoręcznie tworzę. W każdą wkładam kawałek swojego serca i przekazuję do swojego ogrodu. Mam wrażenie, że on to czuje i docenia, a w zamian traktuje mnie jak swoją troskliwą "przyjaciółkę", której bezgranicznie ufa.




Czy zatem mogę nazywać się ogrodnikiem doskonałym? Myślę, że tak. Mam ogromny szacunek do przyrody, o którą dbam własnymi rękami. Bardzo często w pocie czoła i ogromnym wysiłkiem dokładam starań, aby ogród był piękny, zadbany i dawał radość nie tylko mnie, mojej Rodzinie, ale także wielu innym osobom, którym z dumą go pokazuję. Mam nadzieję, że przez to zaszczepię w nich podobną do mojej miłość do przyrody, ich własnych ogrodów, a przez to Świat będzie lepszy i piękniejszy. Dlatego z czystym sumieniem mogę określić się "ogrodnikiem doskonałym", ponieważ doceniam i propaguję piękno przyrody, dając naoczny przykład własnym ogrodem. 


Pozdrawiam. Iwona.

















piątek, 8 września 2017

Jak zaprosić do ogrodu ptaki?



To proste. Pozostaw na drzewach i krzewach owoce, a jak ich już zabraknie to kup najlepszą mieszankę ziaren. A wtedy przyfrunie do ogrodu wesoły szczygieł, gromada wróbli, błękitna modraszka, piękna sikorka bogatka. A może będziecie mieli takiego cudnego gościa jak ja. 
Na poniższym zdjęciu pustułka zwyczajna, pustułka, sokół pustułka. Piękna, prawda?






Warto dla śpiewu i trzepotu skrzydeł zapewnić im taki niewielki luksus. Kto z Was dokarmia zimą ptaki? Ja zawsze. Deszcz, śnieg i mróz tak bardzo utrudnia im przeżycie. Dlatego takie wsparcie to  takie ludzkie i naturalne. Pamiętajcie również o przytulnym dla nich gniazdku. Najlepszy będzie zadaszony karmik. Koniecznie powieście go wysoko, aby nie dostały się  do niego polujące koty. 



 
Tu  kupicie dla nich najlepszą mieszankę ziaren semini.pl/produkt/mieszanka-ziaren-dla-ptakow-porcja-zdrowia


 Pozdrawiam. Iwona.



środa, 6 września 2017

Maja w Ogrodzie - Fotorelacja.







Wczoraj odwiedziła  nasz ogród ekipa telewizyjna, która przyjechała prosto z Warszawy. Kręcili nowy odcinek do programu  "Nowa Maja w ogrodzie".  Przyznam szczerze, że miałam stres przed ich przyjazdem i w trakcje tego programu. Ale godzina po godzinie te emocje mnie opuszczały. Teraz wiem, że było to kompletnie niepotrzebne. Odważna po fakcie! :)


Cała ekipa była bardzo miła, a  Pani Maja Popielarska wręcz urocza. Na ekranie  niczym wielka gwiazda, a w ogrodzie skromna, przemiła, ciepła osoba, która może godzinami  rozmawiać o roślinach i ogrodach. Teraz już wiem, dlaczego jest tak chętnie jest ten program przez widzów oglądany..... 




Kot Kajtek gwiazdorzył... 


Przymilał się do  Pani Mai. Jednym słowem kot był gwiazdą.





To  niezwykle wydarzenie na długo zapisze się mojej pamięci i sercu.

Kochani,  warto realizować swoje marzenia, i nie ma znaczenia wiek, ani w jakiej malej miejscowości  mieszkamy. Nawet dziura zabita dechami może szeroko otworzyć „okno na świat”. Każdemu życzę  takiej przygody, bo pozostawia ona cudowne wspomnienia.

Pozdrawiam.  Iwona.




 

 

czwartek, 31 sierpnia 2017

Ogród damski.💃👠👑👒👜 Kto go odwiedzi?





Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam naturalne, damskie dodatki. Przechadzając się po zielonych ścieżkach w ogrodzie, zauważycie pokaźną kolekcję nakryć głowy.  Kapelusze z wielkimi kokardami, czapki z daszkiem, toczki z lat lat 70-tych. Są tu  nawet sukienki z drutu i winobluszczu,i wiele innych dekoracji.

W mojej okolicy  to raczej niespotykane. Czasami zdarza się, że ktoś przechodząc koło mojego domu zauważy, jedną z takich dekoracji.  Staje, przygląda się przez chwilę, i myśli  co zrobić. Po chwili idzie do drzwi i dzwoni.



 Otwieram drzwi ze zdziwieniem, pytam o co chodzi. - Przepraszam, czy ja mogę zobaczyć państwa ogród?  - Oczywiście, oczywiście. - Zaraz pokażę , ale nie ma co tam oglądać.  Wystarczyło dosłownie dziesięć minut, żeby ta osoba została moją największą fanką. ;) Oczywiście żartuje!

Ale przyznam się szczerze, że takie wizyty to rzadkość. Nawet po sąsiedzku mało osób widziało na żywo ogród. Mogę dosłownie takie osoby policzyć na ręce. Za to mam często niezwykłych gości z końca Polski. 

Na  następny tydzień, spodziewam się,  całej ekipy  z  programu telewizyjnego "Nowa Maja w ogrodzie".  Już się nie mogę doczekać. W końcu osobiście uściskam Panią Maję Popielarską, która jest wielkim autorytetem w dziedzinie ogrodnictwa. Mam przed tą wizytą niewielką tremę, ale mam cichą nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli . Kochani, trzymajcie kciuki, za program i całokształt. 


 
Pozdrawiam. Iwona.




piątek, 9 czerwca 2017

Róża pnąca od pokoleń




Ogród to moja wielka miłość, pasja i codzienna radość. Uwielbiam w nim pracować, odpoczywać i obcować z roślinami. Kocham je wszystkie, każda jest inna i ma w sobie coś pięknego, co wyróżnia ją z pozostałych. Jednak są rośliny, które cenię szczególnie. Podziwiam je za delikatność, piękne kolory i przepiękne zapachy. To kwiaty. A gdybym miała wybrać ten jedyny, który króluje wśród pozostałych, bez wahania odpowiedziałabym: róża.





Jest to kwiat szczególny. Niezwykle piękny, subtelny i delikatny, niczym piękna kobieta. A do tego, jest to dla mnie, kwiat z prawdziwą rodzinną historią, która przechodzi w naszej rodzinie już od pokoleń. Około 40 lat temu, moja Mama, przywiozła pewną pnącą różę z ogrodu mojej Babci. Posadziła ją na swojej niewielkiej działeczce i niezwykle pieczołowicie pielęgnowała. Podlewała ją wywarem z pokrzyw, każdej wczesnej wiosny przycinała jej pędy, a latem usuwała przekwitłe kwiatostany. Dbała o nią niczym o własną córkę, a różna odpłacała się Jej swoim pięknym wyglądem. Każdego roku pięknie kwitła i rozrastała się, stając się coraz piękniejsza. Jej duże, pomarańczowo-żółte kwiaty, zachwycały swoim wyglądem i soczystym kolorem, nie tylko moją Mamę, ale również mnie i wszystkich przechodzących obok ogrodu przechodniów. 

Róża stała się prawdziwą królową ogrodu mojej Mamy, która z dumą o niej opowiadała. Pewnego razu doszłyśmy do wniosku, że nadszedł czas aby królowa wydała potomstwo. Miałyśmy nadzieję, że będzie równie piękne, jak ona sama. Kilka lat temu, pobrałam więc zdrętwiałą, zielną sadzonkę i opiekowałam się nią niczym małym, niewinnym stworzeniem. Najpierw ukorzeniłam ją w sprzyjającej jej ziemi i do dzisiejszego dnia pamiętam swoją radość, kiedy zauważyłam, że zaakceptowała to miejsce. Z dnia na dzień stawała się większa i silniejsza, a przy tym dorastała dumnie jak mała księżniczka. Wtedy byłam już pewna, że będzie piękna jak jej mama. Po dwóch latach od posadzenia, pierwszy raz zakwitła. Miała jedenaście dużych pąków, z których wyrosły piękne, pachnące kwiaty.


Jednak to nie koniec tej rodzinnej historii. Ku mojej wielkiej radości, róża urzekła również moją Synową, a więc już czwarte pokolenie, które kontynuuje tą piękną, kwiatową tradycję. Przypuszczam również, że za kolejne piętnaście lat, historia dopisze kolejny rozdział, i kolejne pokolenie naszej kochanej róży, będzie kwitło w ogrodzie mojej Wnuczki. Tego sobie oraz Jej, z całego serca życzę. Mam również nadzieję, że ta róża przetrwa jeszcze w ogrodach kolejnych naszych pokoleń, które podobnie jak ja, będą zachwycały się tą niesamowitą historią. Historią wielkiej miłości i wzajemnego szacunku, jakim może darzyć się człowiek i roślina. To wręcz niebywałe, ale prawdziwe. Pokazuje, że człowiek potrzebuje pamiętać o swoich bliskich i podtrzymywać tą pamięć w najróżniejszy sposób. Za pomocą kwiatów czy innych przedmiotów, o które troszczy się z wielkim szacunkiem. Tak jest właśnie z tą kochaną różą, ale również z innymi pamiątkami po mojej Babci. Starymi łyżkami, narzędziami czy pewną metalową balią. Ale to już zupełnie inna historia.




Garść porad

Pielęgnacja i cięcie róż zależy od odmiany, kilka porad dotyczących większości tych pięknych, pachnących kwiatów.

  • Rośliny należy nawozić specjalnym nawozem do róż, czytając dokładnie ulotkę od producenta. 
  • Nie tnę róż tępymi nożycami - najlepszy jest do tego celu zwykły, ostry sekator. Cięcie powinno być wykonanie skośnie do pąka.
  • Usuwam dzikie pędy, które wyrastają u nasady.
  • Przemarznięte lub zaatakowane przez choroby gałęzie, usuwam każdej wiosny. Dbamy w ten sposób o dobrą zdrowotność roślin.
  • Róże pnące pierwszy raz tnę najwcześniej w trzecim roku po posadzeniu. Róże powtarzające kwitnienie przycinam na wiosnę, a  róże kwitnące jednokrotnie - po przekwitnięciu kwiatów, czyli latem.
  • Przekwitnięte kwiatostany  systematycznie usuwam, aby pobudzić do ponownego kwitnienia.
  • Nie  podlewam kwiatów i liści zimnym strumieniem, zwłaszcza latem.
  • Zimą konieczne jest zapobieganie zmarznięciu. Przy silnych mrozach okrywam  korzeń , najlepsze do tego zabiegu są gałązki iglaste lub kopczyk z trocin.



 Mój list oraz wiele ciekawych porad, znajdziecie w Przepisie na ogród - lipiec 2017. Zapraszam do kiosków! Życzę Wam  przyjemnej lektury.  :)


środa, 7 czerwca 2017

Moja pasja - Reportaż




Reportaż "U Iwonki w ogródku"

Jesteśmy częścią przyrody i jeśli będziemy żyli z nią w pełnej symbiozie, prędzej czy później się odwdzięczy. Mam tego przykład na własnej ziemi. Trzydzieści lat temu wybudowaliśmy z mężem dom przy którym powstał ogród. Starałam się go zagospodarować w taki sposób, żeby w przyszłości przynosił rodzinie radość. Sadziliśmy drzewa, krzewy, a potem przycinałam, pielęgnowałam i patrzyłam jak rośnie. Nie sądziłam jednak, że wciągnie mnie na tyle mocno, że stanie się wielką pasją – mówi Iwona Kostrzewa z Międzyrzecza.


Dziś ogród Iwony Kostrzewy jest jednym z piękniejszych w kraju. Świadczą o tym publikacje, nagrody oraz liczne wyróżnienia. Ale żeby był taki efekt, wymagało to od bohaterki reportażu wieloletnich zabiegów oraz wiedzy, którą wciąż zdobywa w tym zakresie. Czyta fachową literaturę, śledzi tematyczne magazyny, programy, jeździ na branżowe imprezy, odwiedza szkółki, targi ogrodnicze. Pisze również bloga, w którym dzieli się swoją pasją oraz prezentuje i omawia najnowsze prace rękodzielnicze. Panią Iwonę można spotkać również na fanpage’au. Ogród po kilkunastu latach został rozbudowany. Składa się z części rekreacyjnej i gospodarczej. We wszystkich pracach pomagał mąż oraz syn Paweł, który podobnie jak mama, posiada zdolności manualne. – Można powiedzieć, że to moja prawa, ręka, podpowie, doradzi. Pracujemy wspólnie przy dużych elementach architektonicznych, które znajdują się w ogrodzie – mam na myśli meble i dodatki, choćby skrzynie, w których posadzone są kwiaty. Jedna osoba trzyma, druga przykręca – tłumaczy. Zanim przystąpiono do zmiany koncepcji ogrodu, żeby uporządkować nieco teren, wycięte zostały stare i chore drzewa, a w ich miejsce posadzono ozdobne krzewy, byliny oraz iglaki, świerki, tuje. Dziś już się rozkrzewiły. Przycinane sukcesywnie przez bohaterkę reportażu, zyskały ładny kształt.

Z wykształcenia kucharka. Potrawy, które przygotowuje to kulinarne dzieła sztuki. Miłe dla oka i podniebienia. Lubi gotować, ale – jak twierdzi, ogród zawładnął nią na tyle mocno, że wyuczony zawód zszedł na plan drugi. - Zawsze chciałam być ogrodniczką. Nie ma nic wspanialszego jak dziedzina, gdzie można się w pełni realizować. Wcześniej nie było to możliwe ze względu na czwórkę małych dzieci. Kiedy podrosły zaczęłam spełniać swoje marzenia. Ogród jest taki, jaki sobie wymyśliłam, wciąż jednak go dopracowuję, dbam o najdrobniejsze szczegóły. Sadzę, sieję, nawożę. Rośnie w nim wszystko, co mogę wykorzystać w swoich pracach, czyli ozdobne krzewy, zioła i kwiaty. Sporo materiałów otrzymuję też od zaprzyjaźnionej firmy ogrodniczej. Inspiruje mnie natura i zmieniające się pory roku. Każda z nich jest inna, ale każda na swój sposób interesująca i twórcza. Wystarczy uważnie obserwować przyrodę i pomysły same przychodzą do głowy. Ogród odzwierciedla moją osobowość. Patrząc na niego można się dowiedzieć, co noszę w sercu – mówi bohaterka reportażu.

Wiosną ogród rozkwita. Obok krzewów znajdują się tam również kwiaty: róże, dalie, cynie, hortensje i inne. Prym wiodą tulipany. W tym roku część z nich będzie posadzona w koszach, wykonanych z winobluszczu. W każdym z nich znajdzie się 60 tulipanów. - Pozostałe chcę posadzić w innym miejscu w towarzystwie ozdobnego czosnku. Wszystko w jednej kolorystyce, czyli fiolet połączony z różem. Będzie jak w bajce… – zapewnia. I o to chodzi, wszak po zaczarowanym ogrodzie przechadzają się śliczne księżniczki, wnuczki bohaterki reportażu. Najstarsza Magda ma 10 lat, Kasia trzy. Obie mieszkają z babcią w jednorodzinnym domu, jest jeszcze jedna wnuczka, trzyletnia Nadia, która chętnie przyjeżdża w odwiedziny. – Są kochane, zawsze chętne do pomocy. Zbieramy razem żołędzie, kasztany, szyszki, a potem siadamy i wspólnie tworzymy. Zajęcia tego typu sprawiają radość, a dodatkowo jeszcze uczą kreatywności – tłumaczy pani Iwona. Dużą atrakcją ogrodu jest niewątpliwie oczko wodne, w którym żyją rybki, m.in. kolorowe karasie oraz inne stworzonka: żaby, ślimaki, ważki. Można wejść na kładkę i przyjrzeć się naturze z bliska. W tak pięknym ogrodzie nie mogło zabraknąć miejsca na biesiadowanie. Jest stół, krzesła. A jeśli ktoś z rodziny potrzebuje odrobinę samotności, równie znajdzie przytulne miejsce, choćby ławkę w głębi ogrodu, fotel bujany z wygodnymi poduszkami lub huśtawkę. W otoczeniu zieleni można zdrzemnąć się chwilkę albo poczytać książkę. Po prostu odpocząć.


Latem drzwi, okna oraz parkan zdobią wianki z hortensji, a także serca wykonane z polnych kwiatów: chabrów, stokrotek, krwawnika pospolitego, wrotyczy czy żmijowca. Zasuszone mogą przetrwać długi czas. Jesienią z kolei ładnie prezentują się wianki z bluszczu, rajskich jabłuszek czy róż, a także serca z wrzosu lub owocami  miechunki. W swoich pracach moja rozmówczyni często wykorzystuje liście, gałązki, szyszki, kasztany, jarzębinę i żołędzie. Wdzięcznym materiałem – jak zapewnia, jest winobluszcz, juta, gałęzie brzozy, wierzby płaczącej, z witek na przykład powstaje kapelusz, ażurowa parasolka, czajnik, ramki, obrazy bądź jesienne krzesło. Dzięki ogromnej wyobraźni plastycznej, jaką niewątpliwie posiada, każdy najdrobniejszy przedmiot i naczynie jest zagospodarowane w taki sposób, że nie sposób przejść obok tego obojętnie, choćby toczone donice, w których znajdują się oryginalne rośliny, konewki albo buty wypełnione sezonowymi kwiatami, na przykład stokrotkami lub bratkami. – Ostatnio porobiłam sobie kosze z gałązek brzozy. Jeden z nich jest w kształcie tulipana. Zostanie wyłożony agrowłókniną, potem wsypię ziemią i posadzę kwiaty – mówi pani Iwona.


Szczególnie jednak rzucają się w oczy niezwykłej urody rzeźby wykonane z gałęzi. Na przykład zakochana para albo ogrodowa dama, której suknia symbolizuje daną porę roku. Latem wykona z kwiatów, jesienią z liści bądź innych ozdobnych elementów. Nieco dalej z kolei można spotkać tajemniczego mężczyznę lub fantastyczny rower. – Wciąż powstają nowe projekty. Każdy z nich można zobaczyć na blogu. W przypadku roweru, o który często pytają czytelnicy, potrzebna jest gruba gałąź,  gałązki brzozy,  kawałki długiej kory, drut, plastry drewna, dwie stalowe felgi, wkręty lub gwoździe do skręcenia całego roweru, no i oczywiście zapał do pracy, bo jeśli go zabraknie, nic z tego nie będzie – tłumaczy bohaterka reportażu. Moja rozmówczyni wykonuje tak ciekawe projekty, że mogłaby z powodzeniem na nich zarabiać, ale nie chce - bo jak twierdzi, straciłaby pasję i chęć tworzenia. Ale za to lubi robić prezenty. Niedawno koleżanka dostała torebkę z metalowej siatki, w której posadzone zostały kwiaty. Z kolei na święta oraz imprezy okolicznościowe, rodzina oraz znajomi są obdarowywani wiankami lub lampionami, które wykonane są prostą metodą z gałązek i słoika. Skoro o tym, ogród pani Iwony jest wieczorem oświetlony. Romantycznie, nastrojowo, w powietrzu unosi się przepiękny zapach maciejki i wiciokrzewu. Lampka wina, miłe towarzystwo i nic więcej do szczęścia nie potrzeba.



Wysłuchała: Maria Jolanta Ostrowska









środa, 19 kwietnia 2017

Kapelusze.



Moje kapelusze, które własnoręcznie tworzę, w które wkładam całe swoje serce i wielkie starania, są ozdobą nie tylko mojego ogrodu. Ale także, kilka z nich, trafiło do rąk fantastycznych Ogrodników np. do Tomka "Z ogrodem na TY, Joli " Magia ogrodu u Jolisi. Florystyka, Mirki, mojej koleżanki Ewy oraz Pana Roberta. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa i niezmiernie cieszy mnie to, że mają na własność cząstkę mojej twórczości. A nawet więcej, mają cząstkę mnie samej. Bo to tak jakby kawałek mojego serca powędrował do Ich ogrodów. Myślę, że jak będą odpoczywać w ogrodzie, przy kawce, ilekroć spojrzą na kapelusz, Ich myśli zawsze będą wędrowały w moją stronę. Mam nadzieję, że mile będą wspominać Iwonę, która uwiła im gałęziowy kapelusz... Myślę również, że to będzie taki „magiczny” przekaz energii, który ja również będę odbierała u siebie. Dlatego, że dzielenie się czymkolwiek, darowanie komuś czegoś, w co włożyło się starania i zaangażowanie, zawsze wyzwala dobrą energię, która powraca. Tym bardziej więc jestem szczęśliwa, że mogłam przekazać moje kapelusze, do tak pozytywnych Osób. 






Dekoracje, które tworzę są moją dumą, radością i podkreślają indywidualny charakter mojego ogrodu. Tworzą niejako jego tło, podkreślają jego zalety, choć mimo wszystko uważam, że są tylko elementami drugoplanowymi. Nie są to przedmioty naturalne, która natura sama stworzyła i wkomponowała w mój ogród. Dlatego zawsze podziwiam ogrody naturalne, np. przy lesie, które „tworzą się same” i nawet bez dekoracji wyglądają bajecznie. 

Natomiast wracając do dekoracji, mimo iż ja tworzę z materiałów naturalnych, to znam również ogrody z elementami gumowymi czy też przysłowiowymi „krasnalami”. Widziałam nawet taki, który był pełen różnych „leśnych ludków” i ku mojemu zdziwieniu wyglądał ciekawie. Wiecie dlaczego? Bo te krasnale były umiejętnie wtopione w ten nietypowy ogród. I choć sama ich nie lubię, i nie widzę dla nich miejsca w swoim ogrodzie, to tam akurat wyglądały ciekawie. Oglądałam je z uśmiechem na twarzy. Przypomniały mi czasy kiedy były bardzo modne, a o innych ogrodowych dekoracjach nie można było nawet marzyć. Dlaczego o tym piszę? Aby uświadomić Wam, że nigdy, przenigdy po powierzchownych elementach nie można oceniać ogrodu. A tym bardziej tylko na podstawie zdjęć, które nigdy nie oddadzą panującego w nim klimatu. Dlatego moja prośba: nie oceniajmy, nie obrażajmy po zobaczeniu jednego zdjęcia, bo można skrzywdzić osobę, która poświęciła ogrodowi dużo czasu i serca. I zrobiła to tak, jak uważała za najlepsze. Co więcej tak, jak jej się podobało. Dlatego jeśli nam się nie podoba to nie lajkujmy, nie komentujmy, można ewentualnie doradzić, jak już tak nas mocno przypili potrzeba komentowania. W końcu trzeba pamiętać też o tym: nudno by było gdyby ogrody były takie same. I nie wszystko musi się wszystkim podobać... Mam rację? Zapraszam również na moją fejbukową stronę U Iwonki w ogródku

Pozdrawiam Iwona.