piątek, 9 czerwca 2017

Róża pnąca od pokoleń




Ogród to moja wielka miłość, pasja i codzienna radość. Uwielbiam w nim pracować, odpoczywać i obcować z roślinami. Kocham je wszystkie, każda jest inna i ma w sobie coś pięknego, co wyróżnia ją z pozostałych. Jednak są rośliny, które cenię szczególnie. Podziwiam je za delikatność, piękne kolory i przepiękne zapachy. To kwiaty. A gdybym miała wybrać ten jedyny, który króluje wśród pozostałych, bez wahania odpowiedziałabym: róża.





Jest to kwiat szczególny. Niezwykle piękny, subtelny i delikatny, niczym piękna kobieta. A do tego, jest to dla mnie, kwiat z prawdziwą rodzinną historią, która przechodzi w naszej rodzinie już od pokoleń. Około 40 lat temu, moja Mama, przywiozła pewną pnącą różę z ogrodu mojej Babci. Posadziła ją na swojej niewielkiej działeczce i niezwykle pieczołowicie pielęgnowała. Podlewała ją wywarem z pokrzyw, każdej wczesnej wiosny przycinała jej pędy, a latem usuwała przekwitłe kwiatostany. Dbała o nią niczym o własną córkę, a różna odpłacała się Jej swoim pięknym wyglądem. Każdego roku pięknie kwitła i rozrastała się, stając się coraz piękniejsza. Jej duże, pomarańczowo-żółte kwiaty, zachwycały swoim wyglądem i soczystym kolorem, nie tylko moją Mamę, ale również mnie i wszystkich przechodzących obok ogrodu przechodniów. 

Róża stała się prawdziwą królową ogrodu mojej Mamy, która z dumą o niej opowiadała. Pewnego razu doszłyśmy do wniosku, że nadszedł czas aby królowa wydała potomstwo. Miałyśmy nadzieję, że będzie równie piękne, jak ona sama. Kilka lat temu, pobrałam więc zdrętwiałą, zielną sadzonkę i opiekowałam się nią niczym małym, niewinnym stworzeniem. Najpierw ukorzeniłam ją w sprzyjającej jej ziemi i do dzisiejszego dnia pamiętam swoją radość, kiedy zauważyłam, że zaakceptowała to miejsce. Z dnia na dzień stawała się większa i silniejsza, a przy tym dorastała dumnie jak mała księżniczka. Wtedy byłam już pewna, że będzie piękna jak jej mama. Po dwóch latach od posadzenia, pierwszy raz zakwitła. Miała jedenaście dużych pąków, z których wyrosły piękne, pachnące kwiaty.


Jednak to nie koniec tej rodzinnej historii. Ku mojej wielkiej radości, róża urzekła również moją Synową, a więc już czwarte pokolenie, które kontynuuje tą piękną, kwiatową tradycję. Przypuszczam również, że za kolejne piętnaście lat, historia dopisze kolejny rozdział, i kolejne pokolenie naszej kochanej róży, będzie kwitło w ogrodzie mojej Wnuczki. Tego sobie oraz Jej, z całego serca życzę. Mam również nadzieję, że ta róża przetrwa jeszcze w ogrodach kolejnych naszych pokoleń, które podobnie jak ja, będą zachwycały się tą niesamowitą historią. Historią wielkiej miłości i wzajemnego szacunku, jakim może darzyć się człowiek i roślina. To wręcz niebywałe, ale prawdziwe. Pokazuje, że człowiek potrzebuje pamiętać o swoich bliskich i podtrzymywać tą pamięć w najróżniejszy sposób. Za pomocą kwiatów czy innych przedmiotów, o które troszczy się z wielkim szacunkiem. Tak jest właśnie z tą kochaną różą, ale również z innymi pamiątkami po mojej Babci. Starymi łyżkami, narzędziami czy pewną metalową balią. Ale to już zupełnie inna historia.




Garść porad

Pielęgnacja i cięcie róż zależy od odmiany, kilka porad dotyczących większości tych pięknych, pachnących kwiatów.

  • Rośliny należy nawozić specjalnym nawozem do róż, czytając dokładnie ulotkę od producenta. 
  • Nie tnę róż tępymi nożycami - najlepszy jest do tego celu zwykły, ostry sekator. Cięcie powinno być wykonanie skośnie do pąka.
  • Usuwam dzikie pędy, które wyrastają u nasady.
  • Przemarznięte lub zaatakowane przez choroby gałęzie, usuwam każdej wiosny. Dbamy w ten sposób o dobrą zdrowotność roślin.
  • Róże pnące pierwszy raz tnę najwcześniej w trzecim roku po posadzeniu. Róże powtarzające kwitnienie przycinam na wiosnę, a  róże kwitnące jednokrotnie - po przekwitnięciu kwiatów, czyli latem.
  • Przekwitnięte kwiatostany  systematycznie usuwam, aby pobudzić do ponownego kwitnienia.
  • Nie  podlewam kwiatów i liści zimnym strumieniem, zwłaszcza latem.
  • Zimą konieczne jest zapobieganie zmarznięciu. Przy silnych mrozach okrywam  korzeń , najlepsze do tego zabiegu są gałązki iglaste lub kopczyk z trocin.



 Mój list oraz wiele ciekawych porad, znajdziecie w Przepisie na ogród - lipiec 2017. Zapraszam do kiosków! Życzę Wam  przyjemnej lektury.  :)


środa, 7 czerwca 2017

Moja pasja - Reportaż




Reportaż "U Iwonki w ogródku"

Jesteśmy częścią przyrody i jeśli będziemy żyli z nią w pełnej symbiozie, prędzej czy później się odwdzięczy. Mam tego przykład na własnej ziemi. Trzydzieści lat temu wybudowaliśmy z mężem dom przy którym powstał ogród. Starałam się go zagospodarować w taki sposób, żeby w przyszłości przynosił rodzinie radość. Sadziliśmy drzewa, krzewy, a potem przycinałam, pielęgnowałam i patrzyłam jak rośnie. Nie sądziłam jednak, że wciągnie mnie na tyle mocno, że stanie się wielką pasją – mówi Iwona Kostrzewa z Międzyrzecza.


Dziś ogród Iwony Kostrzewy jest jednym z piękniejszych w kraju. Świadczą o tym publikacje, nagrody oraz liczne wyróżnienia. Ale żeby był taki efekt, wymagało to od bohaterki reportażu wieloletnich zabiegów oraz wiedzy, którą wciąż zdobywa w tym zakresie. Czyta fachową literaturę, śledzi tematyczne magazyny, programy, jeździ na branżowe imprezy, odwiedza szkółki, targi ogrodnicze. Pisze również bloga, w którym dzieli się swoją pasją oraz prezentuje i omawia najnowsze prace rękodzielnicze. Panią Iwonę można spotkać również na fanpage’au. Ogród po kilkunastu latach został rozbudowany. Składa się z części rekreacyjnej i gospodarczej. We wszystkich pracach pomagał mąż oraz syn Paweł, który podobnie jak mama, posiada zdolności manualne. – Można powiedzieć, że to moja prawa, ręka, podpowie, doradzi. Pracujemy wspólnie przy dużych elementach architektonicznych, które znajdują się w ogrodzie – mam na myśli meble i dodatki, choćby skrzynie, w których posadzone są kwiaty. Jedna osoba trzyma, druga przykręca – tłumaczy. Zanim przystąpiono do zmiany koncepcji ogrodu, żeby uporządkować nieco teren, wycięte zostały stare i chore drzewa, a w ich miejsce posadzono ozdobne krzewy, byliny oraz iglaki, świerki, tuje. Dziś już się rozkrzewiły. Przycinane sukcesywnie przez bohaterkę reportażu, zyskały ładny kształt.

Z wykształcenia kucharka. Potrawy, które przygotowuje to kulinarne dzieła sztuki. Miłe dla oka i podniebienia. Lubi gotować, ale – jak twierdzi, ogród zawładnął nią na tyle mocno, że wyuczony zawód zszedł na plan drugi. - Zawsze chciałam być ogrodniczką. Nie ma nic wspanialszego jak dziedzina, gdzie można się w pełni realizować. Wcześniej nie było to możliwe ze względu na czwórkę małych dzieci. Kiedy podrosły zaczęłam spełniać swoje marzenia. Ogród jest taki, jaki sobie wymyśliłam, wciąż jednak go dopracowuję, dbam o najdrobniejsze szczegóły. Sadzę, sieję, nawożę. Rośnie w nim wszystko, co mogę wykorzystać w swoich pracach, czyli ozdobne krzewy, zioła i kwiaty. Sporo materiałów otrzymuję też od zaprzyjaźnionej firmy ogrodniczej. Inspiruje mnie natura i zmieniające się pory roku. Każda z nich jest inna, ale każda na swój sposób interesująca i twórcza. Wystarczy uważnie obserwować przyrodę i pomysły same przychodzą do głowy. Ogród odzwierciedla moją osobowość. Patrząc na niego można się dowiedzieć, co noszę w sercu – mówi bohaterka reportażu.

Wiosną ogród rozkwita. Obok krzewów znajdują się tam również kwiaty: róże, dalie, cynie, hortensje i inne. Prym wiodą tulipany. W tym roku część z nich będzie posadzona w koszach, wykonanych z winobluszczu. W każdym z nich znajdzie się 60 tulipanów. - Pozostałe chcę posadzić w innym miejscu w towarzystwie ozdobnego czosnku. Wszystko w jednej kolorystyce, czyli fiolet połączony z różem. Będzie jak w bajce… – zapewnia. I o to chodzi, wszak po zaczarowanym ogrodzie przechadzają się śliczne księżniczki, wnuczki bohaterki reportażu. Najstarsza Magda ma 10 lat, Kasia trzy. Obie mieszkają z babcią w jednorodzinnym domu, jest jeszcze jedna wnuczka, trzyletnia Nadia, która chętnie przyjeżdża w odwiedziny. – Są kochane, zawsze chętne do pomocy. Zbieramy razem żołędzie, kasztany, szyszki, a potem siadamy i wspólnie tworzymy. Zajęcia tego typu sprawiają radość, a dodatkowo jeszcze uczą kreatywności – tłumaczy pani Iwona. Dużą atrakcją ogrodu jest niewątpliwie oczko wodne, w którym żyją rybki, m.in. kolorowe karasie oraz inne stworzonka: żaby, ślimaki, ważki. Można wejść na kładkę i przyjrzeć się naturze z bliska. W tak pięknym ogrodzie nie mogło zabraknąć miejsca na biesiadowanie. Jest stół, krzesła. A jeśli ktoś z rodziny potrzebuje odrobinę samotności, równie znajdzie przytulne miejsce, choćby ławkę w głębi ogrodu, fotel bujany z wygodnymi poduszkami lub huśtawkę. W otoczeniu zieleni można zdrzemnąć się chwilkę albo poczytać książkę. Po prostu odpocząć.


Latem drzwi, okna oraz parkan zdobią wianki z hortensji, a także serca wykonane z polnych kwiatów: chabrów, stokrotek, krwawnika pospolitego, wrotyczy czy żmijowca. Zasuszone mogą przetrwać długi czas. Jesienią z kolei ładnie prezentują się wianki z bluszczu, rajskich jabłuszek czy róż, a także serca z wrzosu lub owocami  miechunki. W swoich pracach moja rozmówczyni często wykorzystuje liście, gałązki, szyszki, kasztany, jarzębinę i żołędzie. Wdzięcznym materiałem – jak zapewnia, jest winobluszcz, juta, gałęzie brzozy, wierzby płaczącej, z witek na przykład powstaje kapelusz, ażurowa parasolka, czajnik, ramki, obrazy bądź jesienne krzesło. Dzięki ogromnej wyobraźni plastycznej, jaką niewątpliwie posiada, każdy najdrobniejszy przedmiot i naczynie jest zagospodarowane w taki sposób, że nie sposób przejść obok tego obojętnie, choćby toczone donice, w których znajdują się oryginalne rośliny, konewki albo buty wypełnione sezonowymi kwiatami, na przykład stokrotkami lub bratkami. – Ostatnio porobiłam sobie kosze z gałązek brzozy. Jeden z nich jest w kształcie tulipana. Zostanie wyłożony agrowłókniną, potem wsypię ziemią i posadzę kwiaty – mówi pani Iwona.


Szczególnie jednak rzucają się w oczy niezwykłej urody rzeźby wykonane z gałęzi. Na przykład zakochana para albo ogrodowa dama, której suknia symbolizuje daną porę roku. Latem wykona z kwiatów, jesienią z liści bądź innych ozdobnych elementów. Nieco dalej z kolei można spotkać tajemniczego mężczyznę lub fantastyczny rower. – Wciąż powstają nowe projekty. Każdy z nich można zobaczyć na blogu. W przypadku roweru, o który często pytają czytelnicy, potrzebna jest gruba gałąź,  gałązki brzozy,  kawałki długiej kory, drut, plastry drewna, dwie stalowe felgi, wkręty lub gwoździe do skręcenia całego roweru, no i oczywiście zapał do pracy, bo jeśli go zabraknie, nic z tego nie będzie – tłumaczy bohaterka reportażu. Moja rozmówczyni wykonuje tak ciekawe projekty, że mogłaby z powodzeniem na nich zarabiać, ale nie chce - bo jak twierdzi, straciłaby pasję i chęć tworzenia. Ale za to lubi robić prezenty. Niedawno koleżanka dostała torebkę z metalowej siatki, w której posadzone zostały kwiaty. Z kolei na święta oraz imprezy okolicznościowe, rodzina oraz znajomi są obdarowywani wiankami lub lampionami, które wykonane są prostą metodą z gałązek i słoika. Skoro o tym, ogród pani Iwony jest wieczorem oświetlony. Romantycznie, nastrojowo, w powietrzu unosi się przepiękny zapach maciejki i wiciokrzewu. Lampka wina, miłe towarzystwo i nic więcej do szczęścia nie potrzeba.



Wysłuchała: Maria Jolanta Ostrowska









środa, 19 kwietnia 2017

Kapelusze.



Moje kapelusze, które własnoręcznie tworzę, w które wkładam całe swoje serce i wielkie starania, są ozdobą nie tylko mojego ogrodu. Ale także, kilka z nich, trafiło do rąk fantastycznych Ogrodników np. do Tomka "Z ogrodem na TY, Joli " Magia ogrodu u Jolisi. Florystyka, Mirki, mojej koleżanki Ewy oraz Pana Roberta. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa i niezmiernie cieszy mnie to, że mają na własność cząstkę mojej twórczości. A nawet więcej, mają cząstkę mnie samej. Bo to tak jakby kawałek mojego serca powędrował do Ich ogrodów. Myślę, że jak będą odpoczywać w ogrodzie, przy kawce, ilekroć spojrzą na kapelusz, Ich myśli zawsze będą wędrowały w moją stronę. Mam nadzieję, że mile będą wspominać Iwonę, która uwiła im gałęziowy kapelusz... Myślę również, że to będzie taki „magiczny” przekaz energii, który ja również będę odbierała u siebie. Dlatego, że dzielenie się czymkolwiek, darowanie komuś czegoś, w co włożyło się starania i zaangażowanie, zawsze wyzwala dobrą energię, która powraca. Tym bardziej więc jestem szczęśliwa, że mogłam przekazać moje kapelusze, do tak pozytywnych Osób. 






Dekoracje, które tworzę są moją dumą, radością i podkreślają indywidualny charakter mojego ogrodu. Tworzą niejako jego tło, podkreślają jego zalety, choć mimo wszystko uważam, że są tylko elementami drugoplanowymi. Nie są to przedmioty naturalne, która natura sama stworzyła i wkomponowała w mój ogród. Dlatego zawsze podziwiam ogrody naturalne, np. przy lesie, które „tworzą się same” i nawet bez dekoracji wyglądają bajecznie. 

Natomiast wracając do dekoracji, mimo iż ja tworzę z materiałów naturalnych, to znam również ogrody z elementami gumowymi czy też przysłowiowymi „krasnalami”. Widziałam nawet taki, który był pełen różnych „leśnych ludków” i ku mojemu zdziwieniu wyglądał ciekawie. Wiecie dlaczego? Bo te krasnale były umiejętnie wtopione w ten nietypowy ogród. I choć sama ich nie lubię, i nie widzę dla nich miejsca w swoim ogrodzie, to tam akurat wyglądały ciekawie. Oglądałam je z uśmiechem na twarzy. Przypomniały mi czasy kiedy były bardzo modne, a o innych ogrodowych dekoracjach nie można było nawet marzyć. Dlaczego o tym piszę? Aby uświadomić Wam, że nigdy, przenigdy po powierzchownych elementach nie można oceniać ogrodu. A tym bardziej tylko na podstawie zdjęć, które nigdy nie oddadzą panującego w nim klimatu. Dlatego moja prośba: nie oceniajmy, nie obrażajmy po zobaczeniu jednego zdjęcia, bo można skrzywdzić osobę, która poświęciła ogrodowi dużo czasu i serca. I zrobiła to tak, jak uważała za najlepsze. Co więcej tak, jak jej się podobało. Dlatego jeśli nam się nie podoba to nie lajkujmy, nie komentujmy, można ewentualnie doradzić, jak już tak nas mocno przypili potrzeba komentowania. W końcu trzeba pamiętać też o tym: nudno by było gdyby ogrody były takie same. I nie wszystko musi się wszystkim podobać... Mam rację? Zapraszam również na moją fejbukową stronę U Iwonki w ogródku

Pozdrawiam Iwona.

czwartek, 23 marca 2017

Wielkanocne dekoracje w ogrodzie.

 


Święta to taki czas, który rządzi się swoimi prawami. Czas lekko zwalnia, sprawy bieżące odchodzą na drugi plan, a życie przepełnione jest innymi wartościami. Oczywiście na pierwszym miejscu pozostają sprawy duchowe, w końcu gdyby nie one, nie byłoby samych Świąt. Niemniej jednak jest też wiele innych elementów poza religijnych, które dodatkowo budują atmosferę tych ważnych dni. Jednym z nich jest nasza troska o wszelkie przygotowania, zakupy i tzw. „dopięcie wszystkiego na ostatni guzik”. Natomiast zupełnie odrębną sprawą są wszelkiego rodzaju świąteczne dekoracje, koszyczki, stroiki itd., którym królują oczywiście wielkanocne pisanki.



Nie da się jednak nie zauważyć, że dekoracje te skupiają się przeważnie w naszych domach, na świątecznych stołach, natomiast nie wychodzą tak bardzo „na zewnątrz”, jak chociażby wszelkie Bożonarodzeniowe iluminacje. Dlatego w tym roku postanowiłam zmienić tą tradycję. Doszłam do wniosku, że ogród to nasz drugi dom i należy mu się uwaga nie mniejsza, niż tym domom prawdziwym. Tym bardziej, że Święta Wielkanocne przypadają na wiosnę, kiedy wszystko budzi się do życia, ogrody zaczynają ożywać po zimowym śnie, a przyroda aż sama zaprasza do wyjścia z domu. Zdecydowałam więc, że w tym roku, mój ogród będzie równie piękny jak mój dom, że nie zabraknie w nim świątecznych dekoracji, które pozwolą poczuć świąteczną atmosferę. 



Pomysł ten zrodził się w mojej głowie już kilka miesięcy temu, podczas jednego z długich, zimowych wieczorów. Oczywiście dekoracje miały powstać własnoręcznie, a ich zaczątki już wtedy zaczęły kiełkować w moich myślach. Skrupulatnie wszystko zaplanowałam i już w grudniu zabrałam się do pracy. Swoją drogą było to trochę śmieszne: wszyscy przygotowywali dekoracje Bożonarodzeniowe, a ja pracowałam nad Wielkanocnymi. Moi bliscy do dziś mi przypominają, że chyba pomyliłam Święta. Na szczęście tak nie było. Jednak moje pomysły były na tyle obszerne, że już wtedy musiałam nad nimi pracować. Na szczęście miałam zgromadzonych sporo naturalnych materiałów, o które zadbałam jeszcze jesienią. Efekty mojej kilkumiesięcznej, skrupulatnej pracy, są już widoczne. Cały trud się opłacał, bo właśnie teraz, na trzy tygodnie przed Wielkanocą, do mojego ogrodu dumnie wkroczyły kurki, zajączki, koszyczki i oczywiście wielkanocne pisanki. A wszystko oczywiście w słusznych rozmiarach, jak przystało na dekoracje ogrodowe. 






Dziś poczułam prawdziwą atmosferę Świąt. I paradoksalnie nie czuję jej jeszcze w dekoracjach domowych, ale ogród mogę uznać, że jest już przygotowanych. Jestem dumna z moich prac, mam wrażenie, że będą początkiem nowej, pięknej tradycji w moim ogrodzie. A kto wie? Może nie tylko w moim? Może spodoba się to również moim Czytelnikom? I niebawem liczne ogrody zaczną się pięknie przyozdabiać na Wielkanoc... Bardzo bym sobie tego życzyła.... W końcu jak wspomniałam, ogród to nasz drugi dom. Szczególnie teraz wiosną, kiedy jest taki piękny. Dlaczego więc nie miałby wspólnie z nami przeżywać atmosfery Świąt? 









Kończąc tą krótką historię o Wielkanocnych dekoracjach ogrodowych nadmienię, że ich wykonanie nie jest trudne. Wszystko można wykonać z materiałów, które można znaleźć w ogrodach czy pobliskich lasach i łąkach. Potrzeba tylko trochę pracy i zaangażowania. Oraz oczywiście inspiracji, które mam nadzieję, dają moje prace. Zachęcam więc do samodzielnego dekorowania ogrodu, szczególnie teraz, na ten piękny, nadchodzący, świąteczny czas.

Pozdrawiam serdecznie. Iwona.











niedziela, 12 marca 2017

Ale jaja!!! Wielkanocne dekoracje.





Wielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkanocne 2017

Dekoracje świąteczne już dawno gotowe. Czekają w domu na odpowiednią chwilę i czas przedświąteczny. A byłoby to niemożliwe, gdybym nie miała swojej pracowni. Jest w tym pomieszczeniu wszystko co mi do szczęścia potrzeba - długi stół, skrzynki na gałęzie i tym podobne, duże biurko, fotele obrotowe, regał na książki i  czasopisma ogrodnicze. Są również meble które przystosowałam do zadań specjalnych. Chowam w nich moje skarby, czyli materiały - wstążki, sznurki, nożyczki, obcążki, druty... oraz wkrętarki i młotki. ;)
 





W mojej pracowni czuję się jak „ryba w wodzie”, albo jak „Czarodziejka” która wyczarowuje swoje fantazje. To moja magiczna przestrzeń.

 

Kto się spyta, dlaczego tak szybko robię wielkanocne dekoracje?


Większość moich dekoracji wykonuję z gałęzi, a święta wielkanocne przypadają w miesiącu kwietniu, a dokładnie w dniach 16-17 kwiecień. O tej porze roku wszystkie drzewa i krzewy mają już pąki, niektóre z nich będą już kwitły, a bazie nawet przekwitną. Więc szkoda tak po prostu je zrywać i warto wykonać dekoracje wcześniej. Dekoracje mogą spokojnie poczekać na odpowiedni czas. A może kilku z Was zainspiruję tym pomysłem? Jeszcze jest jeden powód, a mianowicie, że w ten piękny czas przedświąteczny mogę poświęcić wyłącznie mojej rodzinie.


Skąd u mnie pomysł na jajka z wierzby energetycznej?



Pomysł przyszedł mi w czasie konsumowania kolacji, a dokładnie jajek. One były takie małe, więc postanowiłam wykonać jajka giganty. I tak, w Święta Wielkanocne „ U Iwonki w ogródku” będą królować jajka, kurczaki, kaczki i zające. :)

 Dwa tygodnie przed świętami, pokażę dekoracje w całej okazałość w ogródku.


Pozdrawiam Iwona. 

sobota, 21 stycznia 2017

Ogród damski czy męski?






Każdy ogród to miejsce wyjątkowe. Odzwierciedla duszę swojego właściciela, jego upodobania, styl życia, a nawet to, jaki ma stosunek do przyrody i otaczającego nas świata.

 
Z ogrodu często można wyczytać troskę ludzi o zwierzęta, choćby teraz, w okresie zimowym o ptaki, stosunek do psów, kotów, które w niejednym ogrodzie mogą się czuć jak swoim małym królestwie.
Z ogrodu można także odczytać stosunek do roślin, które dla jednych są tylko zwykłą ozdobą, a inni wkładają w ich pielęgnację całe serce i troszczą się jak o prawdziwych członków rodziny.








 
Ale czy o ogrodzie można powiedzieć, że jest damski albo męski?

Czy są szczegóły, które zdradzają, że ogród jest prowadzony damską albo męską ręką? Według mnie TAK. Ogród kobiecy, to ogród przepełniony dekoracjami, bibelotami, często drobnymi wstążeczkami, ozdobami i innymi szczegółami. Niejednokrotnie taki ogród jest kolorowy i przystrojony jak prawdziwa kobieta. W każdym zakątku jest coś, co zdradza kobiecą, delikatną naturę.

 
A ogród męski? W nim z kolei, często widać wiele rozwiązań technicznych. Liczne budowle, wymyślne altanki, domki, konstrukcje, skalniaki i tym podobne dzieła. Nie można powiedzieć, że jest to surowe, ale jednak myśl techniczna zdecydowanie przeważa nad zmysłem dekoracji.






Czy lepiej jak ogród jest damski, a może męski? Absolutnie nie. I jeden i drugi jest wartościowy i ma w sobie to coś. Natomiast idealnie jest, jak widać w nim rękę damską i męską. Wtedy ogród może zaprezentować swoje prawdziwe piękno, jest kompletny.






Mój ogród to zdecydowanie ogród kobiecy. Na każdym kroku widać moje dekoracje, których mój Mąż nigdy by nie zrobił. Z pod jego ręki, mój ogród byłby prosty, ale również zadbany. Taki męski, bez zbędnego „pudrowania”.


 




Kończąc chciałam Wam wspomnieć o jeszcze jednej sprawie, właśnie zdecydowanie męskiego podejścia do ogrodu. Wiecie, że bardzo lubię Tomka, który prowadzi bloga „Z ogrodem na TY”. Moim zdaniem robi to perfekcyjnie. Podziwiam jego systematyczność, zaangażowanie, a także zdecydowanie męskie podejście do sprawy. Konkretnie, rzeczowo i do przodu. Widać to w jego postach, w jego ogrodzie, który czasem pokazuje, a także profesjonalnym podejściu do sprzętu, którym pracuje. A są to maszyny potężne. Pewnie wiecie, że Tomek pracuje też na książką.
 

Kiedy się o tym dowiedziałam, aż mnie zamurowało. Kiedy on znajduje na to czas? Ale też bardzo się ucieszyłam. Bo o ile go znam, będzie w niej 100% konkretów i męskiego podejścia do zaplanowania i wykonania ogrodu. A także całej prawnej otoczki tego zagadnienia. Nie wiem czy wiecie, że Tomek ma też bogatą wiedzę na temat geodezji, która w zakresie działek bardzo zazębia się o problematykę ogrodów.
Dlatego szczerze polecam Wam ten męski punkt widzenia na ogrody, o którym więcej możecie przeczytać w tym miejscu: http://zogrodemnaty.pl/podrecznik-jak-przejsc-z-ogrodem-na-ty/




W końcu ważne aby mężczyźni przygotowali nam „bazę”, którą my kobiety będziemy mogły upiększać. Zresztą to tak jak w życiu. To mężczyzna ma stworzyć bezpieczny dom, a kobieta ma wnieść do niego ciepło i miłość. Więc czy z ogrodami może być inaczej?


Pozdrawiam Iwona. ;)

środa, 11 stycznia 2017

Iglaki pod znakiem zapytania? Ciąć czy nie ciąć, oto jest pytanie?


Niwaki wymagają precyzji.

Drzewa i krzewy iglaste to bardzo piękne, wdzięczne, a zarazem rozległe zagadnienie w dzisiejszych ogrodach. Przeogromna ilość gatunków, kształtów i form jakie mają współczesne iglaki, niejednego ogrodnika może przyprawić o prawdziwy zawrót głowy.

Szczególnym zagadnieniem w tym temacie, jest cięcie, formowanie i nadawanie im określonych kształtów. Są osoby, które są zdecydowanymi zwolennikami tych zabiegów, ale również takie, które starają się iglaków nie przycinać. Mało tego, uważają, że zabiegiem tym znacznie im szkodzimy, co więcej, że jest to działanie nienaturalne. 



Nie będę polemizowała z tą teorią, być może jest w niej nawet niewielki element prawdy, zaznaczę jednak zdecydowanie, że się pod nią nie podpisuję. Uważam, że cięcie iglaków ma swoje ewidentne zalety, odmładza rośliny, pozwala je kontrolować i ograniczać miejsce, które zajmują w ogrodzie. Ponadto bezdyskusyjnie wprowadza ład, elegancję, niejednokrotnie również symetrię, którą można cieszyć się przez cały okrągły rok. Uważam również, że są sytuacje, które cięcia wymagają obowiązkowo, ponieważ zabiegiem tym ratujemy częściowo uschnięte czy chore rośliny. Dodam, że w ten sposób uratowałam od śmierci kilka cennych okazów, z czego jestem niezmiernie dumna.

Jest to o tyle istotne, że co by nie mówić, jak większość ogrodników, jestem tylko zwykłym amatorem, który na swoim kawałeczku ziemi uczy się i praktykuje poszczególne zabiegi.

Swego czasu miałam w ogrodzie pewnego mizernego iglaka, z którego opadały igły, a nawet całe gałązki. Był prawie cały zbrązowiały i aż prosił o ratunek. Chociaż jego wygląd był już na tyle nieatrakcyjny, że większość osób pewnie dałaby sobie z nim spokój i zapewne zostałby wycięty. Jednak ja nie dałam za wygraną i postanowiłam o niego walczyć.


Wycięłam chore i suche gałązki, pozostawiając tylko te, które dawały nadzieję na przetrwanie. Następnie wykonałam opryski przeciw brązowieniu igieł i zasiliłam go nawozem. Co dzień obserwowałam jak roślina walczy, powolutku odradza się i dosłownie na moich oczach odzyskuje utracony wigor. Po roku iglaczek odzyskał formę fizyczną, ale ze względu na duże ubytki po wcześniejszych cięciach, niestety nie wyglądał okazale. Wówczas miałam nawet chwilę zawahania, zastanawiałam się nad jego dalszą egzystencją, co przyznam nigdy wcześniej nie zdarzyło się w moim ogrodzie. A, że lubię wyzwania, postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę i rozpoczęłam jego kształtowanie. Robiłam to etapami. Na początku, dużymi nożycami, przycięłam go powierzchownie, eliminując określone pędy, nadając mu wstępny, ogólny zarys. Następnie, nożycami krawieckimi, dokonywałam kolejnych cięć, aby wydobyć z niego określone szczegóły i elementy, które mogły dodać mu uroku. By uzyskać zamierzone kształty, przywiązywałam nawet do siebie określone gałązki. Po dwóch latach, mój es-flores, ukształtował się, wzmocnił i zmężniał na tyle, że wyglądał zdrowo, pięknie i okazale. Po wcześniejszych problemach zdrowotnych nie było już śladu, a jego uzyskany kształt sugerował, jakby od początku był zamierzony.

Z tej historii wypływa pewien morał i nauka dla wszystkich początkujących ogrodników. Nawet dla tych, którzy boją się eksperymentować i nie wiedzą jak zabrać się za kształtowanie określonej figury. Jak widać, do odważnych świat należy! Na pewno na początku nie wyjdzie to najlepiej, ale nie trzeba się od razu podawać! Jak w moim przypadku, końcowy sukces zrodził się na chorobie rośliny i początkowych, wymuszonych cięciach suchych gałązek.

Nie oznacza to jednak, że sprawę można lekceważyć. O pewnych rzeczach trzeba wiedzieć i pewnych reguł przestrzegać, bo nawet największy mistrz cięcia, nie wyczaruje „czegoś z niczego”. Zimozielone krzewy iglaste, aby uzyskały określoną formę, potrzebują określonego czasu, często kilkuletniego. Co więcej, wymagają przynajmniej dwóch cięć w sezonie, wiosennego i późno letniego, aby mogły się odpowiednio zagęścić. Należy również pamiętać aby zabiegi cięcia wykonywać w chłodne, suche dni, a to ostatnie cięcie aby przypadało nie później jak na koniec sierpnia. Tylko w ten sposób rośliny mają czas aby się odbudować i wzmocnić przed nadejściem zimy.

Moją największą dumą w ogrodzie jest "niwaki" z żywotnika, który przypomina swoim wyglądem bonsai. Są na nim przystrzyżone chmurki, serduszka, poduszki i różne fantastyczne kształty. Ponadto mam też rośliny piękne formowane w kule, stożki czy spirale, które przemieniają ogród w małą galerię sztuki.

Dlatego jestem przekonana, że nawet największy przeciwnik przycinana iglaków, przychyli się do takich zabiegów i uzna, że warto nimi dekorować otoczenie, a niejednokrotnie również ratować nimi chore krzewy liściaste i iglaste. A dodatkowo mieć radość z tego, że coś potrafi się to własnoręcznie wykonać.

Często słyszę, ja tak nie potrafię, boję się cięcia itd. Dlatego polecam moją historię, stopniowe cięcie i kształtowanie. Nie w miesiąc czy rok, ale powoli, w kilkuletnim procesie obcinania i zagęszczania. Wtedy krzew się odwdzięczy, pokaże jak chce być cięty i wydobędzie z siebie wszystko to, co ma najcenniejszego.





Zapraszam do kiosków po wydanie specjalne "Cięcie od A do Z" z Przepis na ogród. Zajdziecie  jeszcze w środku:
- SZKOŁA MISTRZÓW - Łuk i spirala z tui
- SAD - Jabłonie i grusze odmładzam zimą
- ROŚLINY OZDOBNE - 9 kroków do pięknych traw
- RÓŻE - Jak prawidłowo przycinać róże?
- ŻYWOPŁOTY - Formowanie zielonych ogrodzeń


I wiele, wiele więcej. Przekonajcie się sami. :)